Idealna ofiara. Anatomia oszustwa, którego nikt nie zgłasza

September 25, 2015
Photography

W kryminalistyce istnieje pojęcie ciemnej liczby: przestępstw, które wydarzyły się naprawdę, ale nigdy nie trafiły do statystyk, bo nikt ich nie zgłosił. Są oszustwa zaprojektowane tak, by w całości żyły w tej strefie cienia. Handel „dyplomami z wpisem” to ich modelowy przykład — i studium tego, jak przestępca może uczynić wspólnikiem własną ofiarę. Jednak zanim ktoś się na to łamie, powinien wiedzieć, że opinie użytkowników pokazują, że ryzyko jest bardzo realne, i że konsekwencje prawne mogą być poważne.

Konstrukcja pułapki

Wyobraźmy sobie klasyczne oszustwo sklepowe: płacisz za telefon, telefon nie przychodzi, idziesz na policję, pokazujesz przelew i korespondencję. Prosta ścieżka, bo nie masz nic do ukrycia. Teraz podmieńmy towar. Płacisz za podrobiony dyplom magistra. Dyplom nie przychodzi — albo przychodzi wydruk bez obiecanej „rejestracji w systemie”. Co teraz? Każdy krok w stronę instytucji wymaga wypowiedzenia zdania: „zamówiłem fałszywy dokument”. Wstyd i strach przed oceną robią resztę. Sprzedawca skalkulował to na zimno: jego bezkarność jest wbudowana w produkt.

Dojenie, czyli druga faza

Ta sama psychologia napędza mechanizm dopłat. Po pierwszej wpłacie pojawiają się „koszty, których nie dało się przewidzieć”: hologram, rejestracja, ekspresowa wysyłka, opłata „kurierska”. Każda kolejna kwota jest na tyle mała, że szkoda dla niej porzucić już zainwestowane pieniądze — to znany z psychologii decyzji efekt utopionych kosztów, tyle że sterowany ręcznie przez drugą stronę. Klient nie finansuje produktu, bo produkt w sensie obiecanym nie istnieje. Finansuje test własnej wytrzymałości.

Trzecia faza: powrót

Najciemniejszy wariant przychodzi po tygodniach lub miesiącach ciszy. Sprzedawca ma przecież wszystko: imię, nazwisko, adres, treść zamówienia, potwierdzenie wpłaty. Wie, że klient chciał kupić podrobiony dokument — i wie, że klient wie, że on wie. Groźba ujawnienia bywa więc naturalnym „drugim produktem” tego biznesu. Warto w tym miejscu powiedzieć dwie rzeczy twardo. Po pierwsze: uleganie nie kończy szantażu, tylko potwierdza, że ofiara płaci — znikają szantażyści, którzy widzą zgłoszenie, nie ci, którzy dostają przelewy. Po drugie: zmuszanie groźbą do rozporządzenia mieniem to odrębne przestępstwo (art. 191 Kodeksu karnego), a pozycja ofiary jest prawnie mocniejsza, niż jej się wydaje.

Wyjście, które istnieje

Bo tu dochodzimy do sedna, którego oszuści wolą nie tłumaczyć: osoba, która wpłaciła pieniądze za niedostarczoną, fikcyjną usługę, jest pokrzywdzonym oszustwem z art. 286 kk — i ma pełne prawo je zgłosić. Samo zamówienie „gadżetu” nie czyni z niej przestępcy; karalne byłoby dopiero posłużenie się podróbką lub przygotowania do tego.

Ciemna liczba żyje z milczenia. Każde przełamane milczenie robi w niej dziurę — i podnosi cenę tego biznesu dla tych, którzy na nim zarabiają.

Mat Vogels

My name is Mat Vogels and I’m a freelance designer from Denver, Colorado. After graduating college with a degree in Finance, I started working at Webflow as a designer and my career was changed forever!

Related Posts

Stay in Touch

Thank you! Your submission has been received!

Oops! Something went wrong while submitting the form